Mocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages
Autor:
Tadeusz Chudy
Język publikacji:
polski
Rok wydania:
2019
Typ okładki:
twarda
Liczba stron:
52 str
Waga:
0,7 kg
Wymiary:
240×300 mm
120,00 zł

Vulnerable

Nasze ciała, zazwyczaj prezentowane w ramach pewnego ubioru, nie są po prostu wyłącznie naszymi ciałami. Ludzie nie dysponują bezpośrednim dostępem do swych ciał, nawet gdy odrzuci się wszystkie warstwy odzienia. Dlaczego? Ponieważ zwrotowi wobec cudzego, ale także wobec własnego ciała, nieodłącznie towarzyszy jakieś kulturowe zapośredniczenie, które jakoś to ciało ubiera. W pewnym sensie zawsze jesteśmy jednak ubrani, a naszym ciałom zawsze towarzyszy pewien kostium, pożądany lub nie, dodajmy, co zresztą da się powiedzieć mocniej – nasze ciała są naszymi kostiumami. Każdy jest zatem niejako okryty kostiumem swego ciała, którego nie sposób z siebie zrzucić. Paradoks. Nagość człowieka skrywa kostium jego ciała. Coś niezbywalnego, ale i nieprzezroczystego. Coś, co silnie podlega kulturowo kodyfikowanej autoocenie oraz ocenie innych. Słowem – dla innych nigdy nie jesteśmy nadzy i, jak to już zostało powiedziane, nie jesteśmy nawet nadzy sami dla siebie, kiedy samotnie stajemy przed łazienkowym lustrem.

Skoro zatem nagie ciało to również ciało ubrane, zastanawiać się możemy nad sytuacją odwrotną.
Pomyślmy o kostiumie, oczywiście nieprzypadkowym, wywołującym efekt, jakiego oczekiwać można by od ciała odzieży pozbawionego. Owszem, niektóre stroje zdają się więcej pokazywać, niż skrywać, działając być może jako zapowiedź pewnego oczekiwanego epizodu – czegoś, czego nie potrafi już tak skutecznie ewokować brak jakiegokolwiek ubioru. Są zatem stroje pracujące na odsunięcie, a tym samym spotęgowanie pewnego punktu kulminacyjnego. To stroje-opakowania, sytuacje, co do których wyczuwamy, że nie chodzi jedynie o zawartości, ale o przeciągane w czasie momenty rozpakowywania.
Momenty, które konserwują ciekawość, które być może ciekawość tę stwarzają. Mamy tu zatem opowieść o dystansie, o samej możliwości zobaczenia, która rodzi się dzięki luce, jaką, drugi już paradoks, zapewnia opakowanie.

Dystans to przestrzeń, to jakieś rozsunięcie, prześwit pozwalający w ogóle cokolwiek zobaczyć. Dystans jest zatem widzeniu niezbędny. Zauważamy przy okazji, że dystans bywa określany słowem światło – mawia się niekiedy
o świetle wygenerowanym przez dwa wzajemnie odsunięte przedmioty.
A przy tym nie dajmy się sprowokować – nie pomyślmy przypadkiem, że widzenie to jakiś jednak bezpośredni dostęp

Produkty które mogą Cię zainteresować:

Kazimierz

Bogdan Frymorgen
polski
angielski
80,00 zł

Dodaj