Mocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages

Idzie młode – Katarzyna Wąs

Handel dziełami sztuki wygląda na bardzo poważne zajęcie, jednak na szczęście rynek sztuki może wiązać się także z przyjemną pracą i dobrą zabawą. Jeszcze do niedawna kojarzył się głownie z obrotem dziełami sztuki dawnej. Jako córka antykwariusza wielokrotnie miałam okazję odwiedzać targi czy galerie przypominające składy zakurzonych przedmiotów, mające niewiele wspólnego z ekskluzywnym rynkiem zachodnioeuropejskim. Z czasem jednak polski rynek sztuki zaczął otwierać się na sztukę współczesną. Na przełomie lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku powstawały pierwsze miejsca prezentujące sztukę najnowszą. Wielkie sukcesy Rastra i FGF-u zapoczątkowały boom. Nastąpił wysyp galerii, a co ważniejsze – za ilością często szła jakość i sukcesy finansowe. Jest to osiągnięcie nie tylko rynku, ale przede wszystkim młodej sztuki.

Większość polskich galerii sztuki współczesnej prowadzą młode osoby, które prezentują prace swoich rówieśników. Są to ludzie mający świadomość, że aby coś osiągnąć, trzeba działać zespołowo, a nie w pojedynkę. Dlatego postanowili przestać wyłącznie krzątać się we własnych czterech ścianach galerii i zaczęli organizować dodatkowe eventy. Inicjatorką tego typu wydarzeń jest między innymi Marika Zamojska, właścicielka jednej z najbardziej wyróżniających się w Polsce galerii – Starter – reprezentującej takich artystów jak: Bownik, Lena Szczęsna, Janusz Łukowicz, Michał Grochowiak. Galeria powstała w Poznaniu, w Warszawie działa dopiero od 2007 roku.

Pierwszym eventem, który zyskał szeroką publiczność, były targi młodej sztuki, tak zwany Salon Zimowy. Przedświąteczna sprzedaż dzieł, zainicjowana w 2011 roku, zgromadziła tłumy. Na targi przygotowuje się specjalną ofertę. Ceny prac, dostosowane do „młodych” portfeli. Większość nie przekracza 500 złotych, dzięki czemu można stać się posiadaczem „dobrego nazwiska” za małą kwotę. „Targi to nie tylko marketing, to akcja edukacyjna. Salon Zimowy ma uświadomić potencjalnym kolekcjonerom, że na zakupy w galerii nie trzeba mieć odłożonych kilkudziesięciu tysięcy. Salon stanowi rodzaj haczyka – mówi Michał Suchora z BWA Warszawa. Dla niektórych jest to pierwszy krok w stronę wizyty w galerii. Panuje tu mniej onieśmielająca atmosfera. Wiele osób nadal boi się wizyty w prywatnej galerii, rozpoczęcia rozmowy, zadawania pytań”. Dodaje, że wystawcy poznali wielu swoich stałych klientów właśnie w Salonie. Spotykają się tam również sami galerzyści. Jest to ich wspólne święto, a dla odwiedzających – coroczna sposobność do przejrzenia galeryjnych nowości. Jedynym mankamentem Salonu jest to, że nie ma na nim ani jednej galerii spoza Warszawy.

Salon Zimowy odbywa się w przestrzeniach opuszczonych biur lub magazynów, wystawców wcale nie ciągnie do prestiżowych Arkad
Kubickiego, gdzie od kilku lat z wielką pompą organizowane są przez Rempex Warszawskie Targi Sztuki. Mariaże domów aukcyjnych i galerii sprzedaży pierwotnej nie są dobrze widziane. Aukcje młodej sztuki, na których prace warte kilka tysięcy złotych sprzedaje się po złotych kilkaset, stanowią fatalny wyznacznik cen, zaciemniający faktyczny obraz rynku. Nie wspominając już o absolutnym pomieszaniu porządków domu aukcyjnego o niejawnej działalności inwestycyjnej, ale za to gwarantującego  kilkusetprocentowy wzrost cen zakupionych prac, i galerii zajmującej się wyłącznie sztuką z pierwszej ręki.

Drugim wydarzeniem, które stanowi doskonałą okazję do szerokiej prezentacji sztuki najnowszej, jest odbywający się od 2012 roku Warsaw Gallery Weekend. W ciągu trzech dni jego trwania kilkanaście galerii otwiera nowe wystawy. W akcji uczestniczą również instytucje publiczne wspierające młodych twórców: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Centrum Sztuki Współczesnej i Zachęta Narodowa Galeria Sztuki. Warto dodać, że ostatnia edycja doczekała się również wsparcia Instytutu Adama Mickiewicza, co pokazuje, że nawet władze państwowe wreszcie dostrzegły olbrzymi potencjał w swoich obywatelach kultury. W czasie WGW odbywają się koncerty, performansy oraz liczne imprezy towarzyszące. Wychodząc w piątek wieczorem, można wrócić do domu dopiero w niedzielę i nie nudzić się ani przez chwilę. To wspólne osiągnięcie 17 galerii i fundacji warszawskich. „Źródłem sukcesu WGW okazało się połączenie współpracy między galeriami ze zdrową konkurencją. Tylko dzięki działaniu w grupie udało nam się osiągnąć tak spektakularny efekt. Oczywiście, między galerzystami pojawiają się animozje, istnieją koalicje, frakcje itd. Polski rynek sztuki jest na
tyle wąski, że galerie walczą o tych samych klientów. Kto jednak nie gra fair, ten wypada z gry” – podsumowuje Michał Suchora.

Podobne wydarzenie próbowano zorganizować w Krakowie. Pierwsza edycja Krakersa odbyła się w ramach 4. Art Boom Grolsch Festival, skupiając galerie z całego miasta. Wielu galerzystów miało wreszcie okazję, by w ogóle się zobaczyć. Sama byłam zaskoczona, że w Krakowie działa aż tyle galerii. Impreza zdecydowanie różniła się od tej stołecznej, zapewne z powodu odmiennego charakteru krakowskiej sceny galeryjnej lub – nie bójmy się tego słowa – jej znikomości. „W Krakowie jest tylko kilka galerii, które rzeczywiście sprzedają. Pozostałe niezbyt dobrze radzą sobie na rynku sztuki. Jak sądzę, wynika to głównie z faktu, że sztukę najnowszą kupują młodzi ludzie, którzy chcąc podążać za modą, uprawiają szlachetny snobizm. Takich osób więcej jest w Warszawie, gdzie mieści się cały showbizz” – tłumaczy Piotr Sikora, koordynator Krakersa. Dodaje również: „Kraków jest zbyt konserwatywny, za wolno otwiera się na mody, a kolekcjonerskie tradycje dotyczą głównie sztuki dawnej”.

W Krakowie dużo lepiej sprawdzają się akcje niekomercyjne, jak na przykład wciąż zaskakujący swym rozmachem Zbiornik Kultury,
czyli letnia akcja kulturalna napędzana przez grupkę młodych osób, które wolny czas lubią przeznaczyć na konstruktywne działania. Na czele całego przedsięwzięcia stoi działacz kultury z prawdziwego zdarzenia – Mateusz Okoński, zarażający pozostałych swoim zapałem. Inicjatywa ta stanowi najlepszy przykład, że dobrą energią i wspólnymi siłami można stworzyć niemal wszystko. Szkoda tylko, że siły te nie otrzymują zasłużonego wsparcia od miasta, które zdaje się zamykać oczy na inicjatywy docenione już przez samych mieszkańców. Wakacyjny zryw zbiornikowy ma tylu zwolenników, co przeciwników, ale nie można podważać tego, że przez kilka tygodni otwieranych jest kilkanaście wystaw, organizowanych tyle samo eventów, koncertów, pokazów filmowych – a wszystko to w zasadzie bezbudżetowo.

Kolejna ciekawa inicjatywa, która niezwykle szybko zyskała popularność i systematycznie poszerzające się grono odbiorców, to portal Artvolver skupiający ofertę galeryjną. Twórcy strony, studio Huncwot, tak opisują swoje działanie: „Artvolver jest platformą prezentacji najciekawszych prac i nurtów współczesnej polskiej sztuki oraz sylwetek artystów reprezentowanych przez najlepsze polskie galerie. Umożliwia on dostęp do dzieł szerokiemu gronu odbiorców, niekoniecznie związanych ze światem sztuki”. Portal, oprócz ofert kupna, zapewnia również możliwość szybkiej transakcji, a nawet dostawę. Jest to idealne rozwiązanie dla
osób, które rzadko postanawiają ruszyć galeryjnym szlakiem, a pragną zakupić pracę do swojej kolekcji. Twórcy, jak sami mówią, są dopiero na początku tej drogi. Rozszerzają ofertę również o galerie zagraniczne, ostatnio dołączyła do nich praska Galeria Laboratorio. Miejmy nadzieję, że zanim sięgną jeszcze dalej za granicę, zauważą to, co ciekawe w naszym kraju, jak choćby krakowską galerię AS, prezentującą esencję młodej sztuki „Made in Krakow”. W ramach portalu działa też blog, na którym można znaleźć relacje z wernisaży i spotkań. Niestety, redakcja mieści się w Warszawie, co skutkuje tym, że opisywane są jedynie wydarzenia, na które dojechać można „stołecznym metrem”. Centralizacja działań jest bardzo wyraźna. Warszawa niczym czarna
dziura wsysa w siebie całą energię z kraju. Młodzi ludzie uciekają z dużych miast, z Wrocławia, Gdańska czy Poznania, by zamieszkać w stolicy. Najlepszym tego przykładem może być świeży poznański emigrant, Dawid Radziszewski, który kilka miesięcy temu otworzył na Krochmalnej swoją galerię. Jeśli fala ta będzie zmierzać tylko w kierunku Warszawy, Polska stanie się krajem
jednego miasta. Już teraz większości dziennikarzy nie chce się przyjeżdżać do Krakowa, by zobaczyć wystawy, o których piszą. Z drugiej strony organizowane wydarzenia w mniejszych miastach – w Białymstoku, Nowym Sączu czy Bytomiu, nie nie budzą dużego zainteresowania nawet lokalnej publiczności.

Mimo licznych problemów różnorodność i duży profesjonalizm wielu inicjatyw tworzonych wokół młodej polskiej sztuki napawa optymizmem. Wspólne działania podejmowane przez środowiska artystyczne są cenne i przede wszystkim mają duży potencjał edukacyjny. Generują postępującą modę na sztukę. Oprócz ciucha od nowego projektanta i kolejnego modelu tabletu może będzie wypadać mieć pracę dobrze zapowiadającego się młodego twórcy? Dobrze widziane jest bywanie na wernisażach, umawianie
się na kawę koło „tej” galerii, a jeszcze lepiej posiadanie swojego galerzysty. Czy wiążą się z tym wiedza i rozumienie sztuki współczesnej? Niekoniecznie. Jest to jednak dopiero pierwsze pokolenie, które kupuje nową sztukę. Ma gdzie i za co. A jeśli zarazi tą modą swoje pociechy, ubrane w superdesignerskie śpioszki kupione na ostatnim Yard Sale, będzie już tylko lepiej.