Mocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages

Teksty kultury? Kilka słów o twórczości Rafała Bujnowskiego, Marcina Maciejowskiego i Wilhelma Sasnala - Magdalena Mazik

„Kultura wizualna otwiera się na cały świat intertekstualności, w którym obrazy, dźwięki i przestrzeń są czytane nawzajem przez siebie, użyczając sobie kolejnych poziomów znaczeń i subiektywnych odpowiedzi, które możemy spotkać w filmie, telewizji, reklamie, dziełach sztuki, budynkach czy przestrzeni miejskiej. W pewnym sensie wytworzyliśmy pole dla wizualnej wersji Derridiańskiej różni,  a jego osiągnięcie ma podwójny skutek: wpływa zarówno na struktury znaczeń i interpretacji, jak i na poznawcze i instytucjonalne ramy, które próbują je ująć”[1].

Zmęczone nadmiarem wizualnych komunikatów oko współczesnego pyknoleptyka jest wyjątkowo wybrednym odbiorcą. W nieustającym potoku obrazów ciężko wymóc na nim koncentrację. „Na zewnątrz” na równych prawach rywalizują o uwagę witryny sklepowe, billboardy, słupy ogłoszeniowe, sztuka w przestrzeni publicznej, przyczepy z reklamami, znaki drogowe, najróżniejsze ulotki. Wyciszenie nadmiaru dokonuje się ewentualnie we wnętrzach, gdzie podobne strategie ramowania – od white cube po black box – stosują zarówno butiki, jak i galerie sztuki. Nie będzie to jednak pesymistyczny artykuł o kondycji ikono- i audiosfery krajów rozwijających się, lecz o próbach ich artystycznego przetwarzania.

Mała, czarno-biała, dostrzeżona na czyjejś torbie zgodnie z logiką, czy raczej poetyką, Barthes’owskiego punctum. Przypinka z rysunkiem Marcina Maciejowskiego, o której mowa, przedstawia kobietę żalącą się na sali wystawowej: „Ten natłok obrazów trochę mi przeszkadza”.  Muzealna sytuacja przeniesiona w przestrzeń miasta może być interpretowana jako przypis (przypin?) do zewnętrznej, niegaleryjnej rzeczywistości. W tym przypadku to także dowód rzeczowy uświadamiający, że obecność twórczości byłych członków Grupy Ładnie w polskim pejzażu jest skomplikowana.

O poruszanej przez Bujnowskiego, Sasnala i Maciejowskiego tematyce napisano bardzo dużo, od „o własnym życiu”, przez „życie pokolenia, które doświadczyło transformacji”, „kroniki życia społecznego w Polsce”, po „odbicie przemian cywilizacyjnych”. Spróbujmy uporządkować ich aktywność artystyczną według środków wyrazu:  obrazy, slajdy, filmy, komiksy, muzyka, ale też słynne pismo „Słynne Pismo we Wtorek”, billboardy – Galeria Otwarta AMS, murale we wnętrzach klubów i tocząca się w nich imprezowo-performatywna działalność Grupy Ładnie[2] dowodzi wszechobecności wynikającej z wszechstronności. Łukasz Guzek, analizując sztukę roczników siedemdziesiątych przez pryzmat kategorii doświadczenia (Dewey) i symulakrum (Baudrillard), ukazał jej „poczucie łączności ze światem, ale i rzeczywiste  uczestnictwo w żywej współczesności”[3]. Ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Choć wytworzona przez Bujnowskiego, Maciejowskiego i Sasnala poetyka, pozostając mocno autobiograficzna, stanowi jednocześnie „obrazową kwintesencję kultury masowej i syntezę specyficznej kultury wizualnej, jaka zdominowała Polskę końca XX wieku”[4].

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na komiksową twórczość Sasnala i Maciejowskiego. Można porównać ją do automatycznego zapisania pierwszej reakcji, szybkiego szkicownika. Obaj autorzy proste komunikaty, często lapidarne stwierdzenia, urywki czy cytaty w charakterystyczny sposób opatrują obrazem rysowanym bardzo uproszczoną kreską. Przedstawione w czerni i bieli ludzkie sylwetki mają tylko ogólny zarys, tak że mogłyby być używane w konkursach, w których prosi się o wymyślanie i wpisywanie treści do gotowych „dymków” w naszkicowanych scenkach. To właśnie tekst indywidualizuje postaci, a minimalizm formy w zderzeniu ze słowem stwarza żart. O ile jednak w przypadku Życia codziennego w Polsce 1999–2000 za generalizującym tytułem kryje się bardzo indywidualna i prywatna historia o narodzinach dziecka młodych państwa Sasnalów, ich perypetiach finansowych i właśnie życiu codziennym, o tyle rysunki Maciejowskiego (jak ten z przypinki) są scenkami dotyczącymi rytuałów towarzyszących kulturze, sportowi, czy polityce. Czasem pojawiają się celebryci i rozpoznawalne osoby.

Teksty na obrazach Marcina Maciejowskiego pochodzą z telewizji, gazet, komentarzy sportowych. W przypadku serii prac przedstawiających tylko radio i komiksowe pole z tekstem – zatrzymaną pospieszną radiową narracją – uwidacznia się schematyzm i niemoc języka. Podobnie, jeśli artysta na swoich obrazach przytacza dialogi, to w bardzo prostej formie, często sa to dialogi mające wyłącznie funkcję fatyczną. W twórczości Maciejowskiego wiele miejsca zajmują też przemalowane kadry z filmów w wersji z napisami lub bez, jak i zapowiedzi filmów z gazet. Wizualność, która pojawia się przefiltrowana przez tekst, jest postkonceptualna, bawi się ramą, zwracając uwagę zarówno na nasz sposób patrzenia, jak i uwarunkowania, które niesie źródło samego obrazu: kadr filmowy bądź telewizyjny, wycinek z gazety, układ klatek czy zdjęć.

Najciekawszą grupę stanowią prace, w których charakter tekstu nie do końca pozostaje jasny, jego pochodzenie może być nagłówkiem, ale też konstatacją, nostalgiczną kliszą pytającą o powstawanie ikon. Odnoszą się do Andrzeja Gołoty czy Adama Małysza, nie są jednak tylko portretami osób, bo czy obrazy takie jak Elżbieta Jaworowicz rozwiązuje problemy albo Krzysztof Rutkowski ściga przestępców nimi są? Na tych płótnach na pierwszym planie widzimy tytułowych bohaterów, ale w charakterystycznej telewizyjnej perspektywie. Obrazy Maciejowskiego przypominają Truizmy Jenny Holzer, które pod pozorem stwierdzania oczywistości, pytają o granice naszej akceptacji dla pewnych spraw, o odnajdywanie się w tworzonej przez media rzeczywistości i jej hierarchiach. Stawiają pytanie, czy lub raczej kiedy taka (nasza?) gazeta/telewizja codzienna straci na aktualności. Ujawnieniu anachronizmu nie towarzyszy jednak drwina, ale bezpretensjonalny uśmiech skrywający zgodę na sytuację, jak stwierdza autor, „bardziej jest to promowanie, lansowanie rzeczywistości”[5].

Tworzenie wizerunku to także wątek podjęty przez Rafała Bujnowskiego w serii Portretów papieskich. Dużemu zapotrzebowaniu na portrety Jana Pawła II miała zaradzić wcześniejsza praca artysty – instrukcja Jak namalować papieża. Szybsza od prawosławnej tradycji pisania ikon, przedstawia kilka prostych kroków pozwalających samodzielnie wykonać obraz z podobizną papieża. Portrety papieskie zachęcające do podjęcia  trudu w duchu DIY są jednostkowe i niepowtarzalne, a jednocześnie stanowią propozycję odpowiedzi na masowość kultu i cały przemysł okołoreligijny. Całkiem inaczej funkcjonuje praca Ostatni zachowany – zostajemy postawieni przed faktem dokonanym, oglądając odtworzoną przez Bujnowskiego w kilku egzemplarzach etażerkę z  Muzeum Domu Rodzinnego Ojca Świętego w Wadowicach. Pytanie o rolę sztuki mimetycznej i artysty wytwarzającego materialne przedmioty to istotne zagadnienie obecne od początku w twórczości Rafała Bujnowskiego. Etażerkę papieską, nieodróżnialną od oryginału, można uznać niemal za – no właśnie za co? – kopię mebla, zabytek, relikwię?

W realizacji Dzisiaj polecamy artysta zwraca się natomiast w stronę obiektów najniższej rangi – tablic reklamowych ustawianych przed sklepami. Wszystkie cechuje prowizoryczność, przymus codziennej zmienności, przynależność do świata rynku. Reklama z Dzisiaj polecamy dodatkowo nie powala ofertą, poleca produkty podstawowe, których okazyjna cena może tylko minimalnie (proporcjonalnie do zniżki) złagodzić konieczność zakupu. Codziennie napotykamy na takie promocje, zanim farba na płótnach Rafała Bujnowskisego zdążyła wyschnąć - to, co dzisiaj polecamy zmieniło się wielokrotnie.

W obrazach z cyklu Graboszyce kształt blejtramu oddaje bryłę sportretowanego budynku. Tytuły prac są jak sztywne desygnatory, odsyłają do rzeczywistych adresów we wsi Graboszyce. Gra pomiędzy ogółem a konkretem odbywa się jednak nie tylko pomiędzy ekskluzywną formą portretu a pospolitością przedstawionej architektury. Oczyszczone z detali domy stają się tak typowe, że wydają się znajome.

W tym konceptualnym malarstwie tytuł wysubtelnia poszczególne dzieła, daje klucz do ich zrozumienia, pełni funkcję łącznika z muzealnym otoczeniem, pozwala w nowy sposób odczytać prace. Czasem jest wręcz bezpośrednią wskazówką kierującą naszym wzrokiem. Trudno dostrzec bohatera drugiego planu Portretu matki malarza Jamesa Whistlera – za postacią matki wisi na ścianie skromny beżowo-szary widoczek z płynącą łódką, oprawiony w białe passe-partout i czarną prostą ramkę. Po prostu Obraz matki Whistlera. Dzięki Rafałowi Bujnowskiemu wszyscy mogą zobaczyć go dokładnie.

Prace Bujnowskiego, Maciejowskiego i Sasnala od ponad dekady należą do krwiobiegu tekstów kultury, istnieją na gadżetach i w gazetach, a także w języku, do którego udało się im przeniknąć. Wymienionych w niniejszym tekście prac (poza Portretem matki malarza Jamesa Whistlera) możecie poszukać też na wystawach w MOCAK-u.

 

Magdalena Mazik (ur.1985) - doktorantka w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych na Wydziale Polonistyki UJ.  Współpracuje z Fundacją Artyści Innowacja Teoria. Działa w Tarnogórskiej Fundacji Kultury i Sztuki. Pacuje w Bibliotece MOCAK-u.


[1] I. Rogoff, Studying Visual Culture, w: An Introduction to Visual Culture, ed. N. Mierzoff, second edition, Routledge, London – New York 2009.

[2] Po szczegóły odsyłam do książki: M. Drągowska, D. Kuryłka i E.M. Tatar, Krótka historia Grupy Ładnie, Korporacja Ha!art, Kraków 2008.

[3] Ł. Guzek, O sztuce praktycznej i praktyce artystycznej, „Magazyn Sztuki + Obieg” 2001, nr 28, s. 15.

[4] A. Szczerski, Malować Ładnie, w: Mistrzowi – uczniowie, [wydawca!] Kraków 2001, s. 175.